Fiat zwalnia z fabryki na Śląsku co trzeciego pracownika. Rząd z naszych podatków ( czyli z tego co nam zrabują) rzuca na ratunek zwalnianym MILIONY złotych. Włoska firma nie dostanie z tego ani grosza,bo rząd teraz wspiera Opla. (To bardzo ciekawe, Polska i jej obywatele dopłacają do tego by istniała jakaś fabryka.)
Z blisko 5 tysięcznej załogi pracę straci 1,5 tysiąca osób. Co ciekawe Fiat nie zwalnia dlatego, że sprzedaż aut spadła. Firma posłuchała za to Silvio Berlusconiego, który przekonywał by dać pracę włoskim pracownikom, kosztem innych fabryk europejskich. ( nowy Mussolini? )Nawet pomoc publiczna nie przekonała firmy, do pozostania w Polsce.
Fiat przejął fabrykę za (uwaga) 1,8 tys. zł i od 20 lat jest zwolniona z podatku dochodowego. Bez cła sprowadzała maszyny i części do fabryki. Korzystała też z rządowych dotacji.
Nie płaczcie SOCJALIŚCI!
Rząd znalazł sobie nowego "kolegę" do interesów. Jest nim Opel. Wybulimy 15 mln zł, tylko po to by w Gliwicach produkowano nowy model Astry.
Kto na tym zyska, a kto straci?
czwartek, 13 grudnia 2012
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Istota wolnego rynku.
Obalę trochę mitów na temat wolnego rynku.
1. Płace wzrosną i pojawi się inflacja.
Płace gwałtownie nie wzrosną, gdyż wiele osób będzie nadal płacić składki na emeryturę i różnorodne ubezpieczenia, tym razem bez zbędnych pośredników i dobrowolnie. Tak więc zamiast płacić na ministrów (pośredników), klientowi zostanie więcej pieniędzy.
To jest prosta reakcja łańcuchowa: OBNIŻKA PODATKÓW -> WIĘCEJ PIENIĘDZY W PORTFELU -> WIĘCEJ KUPIMY -> WIĘCEJ RZECZY SIĘ SPRZEDA -> WIĘKSZA PRODUKCJA -> SPADEK BEZROBOCIA.
2. Państwo zbankrutuje.
Państwo nie zbankrutuje, po prostu obywatele będą sami zaspakajać swoje potrzeby, dlatego można tak radykalnie obniżyć podatki. Poza tym opłacalność podatku dochodowego jest żadna, a to ten podatek, najbardziej zabija gospodarkę.
3. Ludzie umrą z głodu :
Naprawdę polecam kanał Max'a Kolonki Media2000Corp
Tak naprawdę to bez sensu cały czas pisać o gospodarce, bo to już wiele osób mądrzejszych wyczerpało temat, choćby Robert Gwiazdowski i Janusz Korwin-Mikke.
Bardziej ciekawsza jest polityka, to jak politycy walczą o stołki i głupota plebsu, która lubuje się w tym teatrzyku.
sobota, 8 grudnia 2012
20 000 wejść!
Dzięki za wejścia i komentarze.
Każdy kto chce tu publikować swoje teksty, powinien to zgłosić na tego maila politykan@gmail.com (na jaki temat chce pisać, od kiedy chce zacząć, czy ma/miał już jakiegoś bloga)
BONUS:
WOJTEK CEJROWSKI O UNII EUROPEJSKIEJ:
środa, 5 grudnia 2012
Pokolenie D
W Newsweeku pojawił się o ten o to tekst http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/kraj/pokolenie-n,1,5321265,kiosk-wiadomosc.html. Postanowiłem go skomentować, gdyż jest to typowy przykład twórczości pokolenia D.
Od polityków słyszą, że rząd kradnie, a premier to morderca. Uczą się na tajnych kompletach, że kraj przejęli agenci, zaś prawdziwych Polaków wyprą wkrótce nowi o niepolskich korzeniach. Rośnie pokolenie zarażone nienawiścią. - Tak rząd kradnie. Tak kraj przejęli agenci (Polityka Na Serio).
- Zaczęliśmy na lekcji dyskutować o zakazie stosowania tortur – opowiada Dariusz Chętkowski, nauczyciel polskiego w XXI LO w Łodzi. – Część uczniów opowiedziała się za tym, by w Polsce można było torturować. Na przykład Arabów, Czeczenów, Romów. Okazało się, że ci, którzy tak uważają, nie są gdzieś za górami, lasami, tylko obok. I głośno mówią, co myślą. - Skąd ten nauczyciel się wziął? Na całym świecie torturuje się "podejrzanych" by wyciągnąć od nich informacje. Gdyby służby specjalne złapały PRAWDZIWEGO terrorystę - to co, kawą i papierosem przekupili by go, by im zdradził gdzie podłożył bombę?
Nie zostało już nic z dawnego porządku, kiedy w klasie był jeden znienawidzony przez uczniów człowiek: nauczyciel. Obecnie wrogiem może być kolega z ławki, który ujawnił, że ma inne poglądy, lub zapisał się do młodzieżówki "wrogiej" partii. - Demokracja do tego prowadzi, że każdy interesuje się polityką, a że nie każdy rozumie o co w niej chodzi...
- Dawniej przynależność do młodzieżówek nie była tak częsta. A nawet jeśli uczeń miał polityczne aspiracje, trzymał je w tajemnicy – mówi Chętkowski. Teraz wiadomo, kto z klasy stanął po prawej, a kto po lewej. I widać przepaść. – Zachowują się, jakby nie mieli ze sobą nic wspólnego. Jakby byli z różnych plemion, wręcz z różnych krajów – twierdzi. - Jak to mówi JKM, socjaliści to brakujące ogniwo, więc nie dziwie się tym z prawej, że nie trzymają z nimi sztamy, szczególnie jak popierają Korwina.
– Namawiałbym polityków: zastanówcie się, co wy nam robicie? – apeluje Wiesław Włodarski, dyrektor 50 LO im. Ruy Barbosy w Warszawie. – Nauczyciele już dawniej mieli pod górkę, jeśli chcieli mieć wychowawczy sukces. Ale teraz, gdy uczniowie zaczęli być pod wpływem brutalnej polityki, jest ekstremalnie trudno.
Co rząd ukradł?
– Jeżeli Jarosław Kaczyński może oświadczyć publicznie, że urzędujący premier jest współwinny zamordowania 96 osób, w tym prezydenta, po czym nic się nie dzieje: ani premier nie staje przed sądem za zdradę, ani Kaczyński nie odpowiada za pomówienie, to jest to niesłychanie demoralizująca sytuacja – tłumaczy dr Sergiusz Kowalski, socjolog. - Przed sądem powinno stanąć wiele osób, głównie za współudział w negocjowaniu i głosowaniu ZA traktatem lizbońskim.
– Uczniowie dostają sygnał, że w tym państwie już każdy każdego może opluć, obrzygać – mówi dosadnie Ryszard Kuflewicz, nauczyciel WOS i historii w gimnazjum w sześciotysięcznej Pakości w województwie kujawsko-pomorskim. – Zaczynam lekcję o roli rządu, a z klasy słyszę: to złodzieje. Podchodzę do ucznia i pytam: co ci rząd ukradł? - Pieniądze w podatkach, pieniądze podczas budowy stadionów na EURO, przekręty i prywatyzacja za bezcen, to mało?
Tym sposobem jakoś jeszcze te dzieciaki hamuje. Gdy wyszła sprawa Brunona K., ciekawiło ich, jaka byłaby siła wybuchu, gdyby udało się zrealizować plan wysadzenia Sejmu w powietrze. Ryszarda Kuflewicza zastanowiło wtedy, że uczniowie w ogóle nie zadawali pytania, co by się stało z państwem. I pomyślał, że to państwo jest samo sobie winne: przestało dbać o to, by uczniowie je szanowali. – Odpuściło sobie – mówi Kuflewicz. - Nic by się nie stało. Na miejcie starych, przyszłyby nowe marionetki.
W gimnazjum program został skrojony tak, że jest trzy razy więcej lekcji religii niż lekcji WOS, na których uczeń mógłby się dowiedzieć, po co jest państwo, jak funkcjonują jego instytucje. Na historii nie dowie się nawet, że mamy III RP, bo po reformie historia w gimnazjum kończy się na I wojnie światowej.
– Uczestniczę w tajnych kompletach – Jacek, trzecioklasista z warszawskiego gimnazjum, dokształca się w ten sposób, że wchodzi na internetowy kanał "dla Polaków, którzy kochają Boga i ojczyznę". Zagląda tu – w zależności od tego, o czym jest wykład – od 700 do 4 tys. ludzi.
Wykłady mają m.in.: dziennikarz Wojciech Sumliński (o tym, że władza ma wiele do ukrycia, a Polska umiera), ksiądz Stanisław Małkowski (o tym, że konieczna jest intronizacja Jezusa na króla Polski), reżyser Grzegorz Braun (ten, który ostatnio zasłynął powiedzeniem, że nic się nie załatwi, dopóki nie wyprawi się na tamten świat z tuzina redaktorów "Wyborczej" i ze dwóch tuzinów z TVN). - No z tym Jezusem to przegięli! Pomódlmy się wszyscy do najświętszej Unii Europejskiej o dopłaty.
Bez wykładów pana Brauna Jacek nie wiedziałby, że w Polsce jest dużo agentury, sprzedawczyków i że oni są osadzeni w mediach głównego ścieku. Poprzez agentów próbuje się prowadzić akcję neutralizowania narodu polskiego. Źli ludzie, którzy zaplanowali zamach smoleński, mogą zacząć zaraz spychać do dołu z wapnem kolejnych wartościowych Polaków. Trzeba być czujnym. Zbroić się. Reżyser Braun mówi: "Jak Pan Bóg dopuści, to i z kija wypuści, trzeba tylko w ten kijek się wyposażyć". - Podsumowanie tekstu "Pokolenie N". Wychodzi na to, że osoby chcące suwerennej i silnej Polski - są dziwne i niebezpieczne.
Już niebawem 20000 wejść! Jest to wielki sukces bo blog istnieje tylko 3 miesiące.
poniedziałek, 3 grudnia 2012
W cudzym oku igłę widzisz; a w swoim belki nie dostrzegasz.
Wszyscy psioczą na Białoruś, ale czy tam naprawdę jest tak źle? Wszystkim się to wmawia, ale tam po prostu panuje ukryta monarchia, a nie fałszowana demokracja. Wyobraźcie sobie Aleksandra Łukaszenkę jako króla Białorusi i zastanówcie się, czy tam ludzie są torturowani jak to się mówi w mediach? Białoruś jest przede wszystkim, w przeciwieństwie do „naszej” Rzeczpospolitej, państwem suwerennym i to wyłącznie oni decydują o swoim kraju, nie jak u nas, gdzie nasz kochany „żołd” uważa nas i nasz kraj za gorszy i liże d.py Unii czy USA, bo są „potęgami”, a nie rozumieją, że są powołani do tego, aby to nasz kraj czynić potęgą, a skoro są bałwanami, to niech zrezygnują, niech buraki chociaż mają honor. To w Białorusi wykonuje się karę śmierci, czy nawet kuriozum: to w Białorusi można kupować żarówki, nie u nas. Białoruś jest zła, bo… bo łamie się tam zasady demokracji, nie dopuszcza się opozycji, więzi się ludzi, którzy sprzeciwiają się władzy. Ale w jakiej monarchii się to dopuszcza? To nikt inny, jak Łukaszenka odmówił włączenia Białorusi do Rosji(głównie zapewne przez zmniejszenie swojej władzy, ale jednak się sprzeciwił), sprzeciwił się, ale nadal utrzymuje bardzo dobre stosunki z tym państwem, mimo, iż potrafił powiedzieć nie. W Polsce również mamy monopol władzy, tylko nikt nie chce tego zauważyć, bo przecież Kamil Kurczok powiedział, że na Białorusi jest źle, a my im pomagamy(czyli jesteśmy potęgą?). Na Białorusi „jest źle”, bo się mówi, że jest źle, tam po prostu władza ma jaja i nie ukrywa tego, że prowadzi monopol władzy(„Lepiej być dyktatorem, niż pedałem”), w przeciwieństwie do „Don Kaczonaldone von Killerkociński”, którzy nawet sami nie wiedzą, czego chcą.
PS Dzisiaj znajomy rzekł do mnie, że Niemcy są lepiej zarządzane, bo zarabiają więcej, mają lepsze drogi, ale niestety zapomniał, ile wynosi dług Niemiec, a ile Polski. Polska przekroczyła Bilion PLN zł, a Niemcy przekroczyli 2 Biliony, ale EURO, czyli jakieś 8 Bilionów PLN zł. Jeśli byśmy zrównali się zadłużeniem z Niemcami, mięlibyśmy 7 Bilionów PLN zł do wydania, a za tyle to byśmy mieli wszystko lepsze, nawet jeśli państwem rządziliby tacy sami kretyni jak obecnie. Warto się więc zastanowić, czy Zachód jest taki genialny? Namawiam was, żebyście „nie patrzyli na idealny lakier Mercedesa sąsiada, ale czasem przyjrzeć się, ile ton szpachli pod tym lakierem zalega”(ja też odnoszę się trochę ogólnikowo, ale zerkam czasem dalej, niż inni).
PS Dzisiaj znajomy rzekł do mnie, że Niemcy są lepiej zarządzane, bo zarabiają więcej, mają lepsze drogi, ale niestety zapomniał, ile wynosi dług Niemiec, a ile Polski. Polska przekroczyła Bilion PLN zł, a Niemcy przekroczyli 2 Biliony, ale EURO, czyli jakieś 8 Bilionów PLN zł. Jeśli byśmy zrównali się zadłużeniem z Niemcami, mięlibyśmy 7 Bilionów PLN zł do wydania, a za tyle to byśmy mieli wszystko lepsze, nawet jeśli państwem rządziliby tacy sami kretyni jak obecnie. Warto się więc zastanowić, czy Zachód jest taki genialny? Namawiam was, żebyście „nie patrzyli na idealny lakier Mercedesa sąsiada, ale czasem przyjrzeć się, ile ton szpachli pod tym lakierem zalega”(ja też odnoszę się trochę ogólnikowo, ale zerkam czasem dalej, niż inni).
niedziela, 2 grudnia 2012
Grupa Posłów zamiast 460 Osłów
Co sądzicie o pomyśle, aby przystępując do wyborów mięlibyśmy do wyboru zamiast pana "Romana POlańskiego", czy też "Lecha PiSkacza", pogrupowane nazwiska i z każdej głosujemy na jednego. Nie ma podziału regionalnego, głosujemy podobnie jak na Prezydenta? Do wyboru mielibyśmy grupy: Poseł ds. zagranicznych, Poseł ds. wewnętrznych.
Chodzi mi o to, żebyśmy nie głosowali na 460 buraków, którzy nie muszą się na czymś znać, muszą tylko ładnie wyglądać, ale wybierali osoby odpowiedzialne tylko za gospodarkę, osoby odpowiedzialne tylko za obronę kraju, et cetera. Osoba z najwyższą ilością głosów staje się ministrem danych spraw. Do każdej 10-15 osób, wybieranych w całym kraju z jednej listy i który ma się znać tylko na jednym, ale musi się na tym znać. Uniknęlibyśmy w pewnym stopniu osobników typu Biedroń, Grodzkie, czy Godson, którzy potrafią się zajmować głównie swoją innością, a o polityce wiedzą tyle, co im prezes powie. Ustawa byłaby przegłosowana zwykłą większością przy "za" ministra, oraz 80% bez potrzeby jego głosu.
Byłyby:
Grupa ds. Gospodarki
Grupa ds. Finansów
Grupa ds. Obrony Narodowej
Grupa ds. Wewnętrznych
Grupa ds. Zagranicznych
Grupa ds. Prawa i Sprawiedliwości(nie kojarzyć z "pisiorami")
oraz Grupa ds. Koordynacyjnych, które przyznawałyby zakres działań poszczególnym grupom.
Jak łatwo zauważyć liczba krzesełek zmniejszyłaby się 5-6 krotnie i byłaby raczej wydajniejsza i sprawniejsza.
Chodzi mi o to, żebyśmy nie głosowali na 460 buraków, którzy nie muszą się na czymś znać, muszą tylko ładnie wyglądać, ale wybierali osoby odpowiedzialne tylko za gospodarkę, osoby odpowiedzialne tylko za obronę kraju, et cetera. Osoba z najwyższą ilością głosów staje się ministrem danych spraw. Do każdej 10-15 osób, wybieranych w całym kraju z jednej listy i który ma się znać tylko na jednym, ale musi się na tym znać. Uniknęlibyśmy w pewnym stopniu osobników typu Biedroń, Grodzkie, czy Godson, którzy potrafią się zajmować głównie swoją innością, a o polityce wiedzą tyle, co im prezes powie. Ustawa byłaby przegłosowana zwykłą większością przy "za" ministra, oraz 80% bez potrzeby jego głosu.
Byłyby:
Grupa ds. Gospodarki
Grupa ds. Finansów
Grupa ds. Obrony Narodowej
Grupa ds. Wewnętrznych
Grupa ds. Zagranicznych
Grupa ds. Prawa i Sprawiedliwości(nie kojarzyć z "pisiorami")
oraz Grupa ds. Koordynacyjnych, które przyznawałyby zakres działań poszczególnym grupom.
Jak łatwo zauważyć liczba krzesełek zmniejszyłaby się 5-6 krotnie i byłaby raczej wydajniejsza i sprawniejsza.
Premierem byłby oczywiście Osobnik z największą ilością głosów wśród Grupy ds. Koordynacyjnych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)